Bukmacher Fortuna przygotował darmowe 20 PLN. Sprawdź i odbierz bonus!
Deportivo Alavés Athletic Bilbao Atlético Madryt FC Barcelona Celta Vigo Deportivo La Coruña Eibar Espanyol Getafe Girona Las Palmas Leganés Levante Málaga Real Betis Real Madryt Real Sociedad Sevilla Valencia Villarreal

Expresion de Futbol #24

Publicystyka Mikołaj Zimoch @25.02.2017 | Przeczytano 1717 razy

Expresion de Futbol #24
Źródło: Prediksiwebet.com

Wracam z felietonem po dłuższej przerwie. Tym razem o występach hiszpańskich wysłanników w Europie, które można podsumować na razie jednym słowem: lipa. Zapraszam!

Jednym z ulubionych tematów do dyskusji wśród kibiców regularnie oglądających piłkę, a zatem koneserów, futbolowych maniaków, widzów od Ekstraklasy z piwkiem w ręku, czy Januszy, których pewnie każda z tych grup ma pierwiastek, jest: Która liga może być określana jako najlepsza na świecie - angielska czy hiszpańska? Jak to zwykle jest w tego typu polemikach, najczęściej górę biorą emocję i subiektywna ocena, uzależniona niemal w stu procentach od osobistych odczuć. Fani brytyjskiego futbolu wskażą Premier League (nie zapomną przy okazji wspomnieć, że Wielka Brytania to kolebka futbolu itp.) - miłośnicy iberyjskiej piłki, La Ligę. O ile trudno jest dyskutować z tym, że właśnie Anglicy mogą pozyskiwać do siebie piłkarzy za kosmiczne, często nieproporcjonalne do umiejętności i nieosiągalne w Hiszpanii pieniądze oraz efektem tego jest solidny poziom prezentowany przez ekipy z dołu tabeli, to obrońcy tezy głoszącej wyższość Primera Division, mieli do tej pory w rękawie argument nie do zbicia, nie do pominięcia i wrzucenia do kosza.

Jakoś nie wyobrażam sobie wyrównanego pojedynku Osasuny Pampeluny z... powiedzmy Stoke City na Bet365 Stadium w deszczową sobotę. Skończyłoby się zapewne na kilku golach zapakowanych na drogę powrotną dla zespołu, prowadzonego parę miesięcy temu przez Urbana. Na szczęście są jeszcze europejskie rozgrywki, będące papierkiem lakmusowym, komisją weryfikacyjną, czy jak kto woli ostateczną wyrocznią. Zostały one bowiem w ostatnich latach całkowicie zdominowane przez reprezentantów hiszpańskiej piłki. Nie trzeba przetrząsać teczek ze zbioru zastrzeżonego IPN, aby znaleźć potwierdzenie moich słów. Co ciekawe, architektem sukcesów Sevilli w Lidze Europy był człowiek, który aktualnie jest na autostradzie (bez limitów) wiodącej do ćwierćfinału Champions League, po tym jak w Paryżu jego podopieczni zakopali wielki mit Barcelony. PSG zemściło się na Katalończykach i wzięło w pierwszym meczu spory odwet, walcując gości, pakując im bagaż czterech goli: nie oszukujmy się, de facto wyrzucających Blaugranę z tej edycji najbardziej prestiżowych rozgrywek świata. Były menedżer Andaluzyjczyków napisał z nimi piękną historię, historycznie wygrywając Ligę Europy aż trzy razy z rzędu. Skuszony przez arabskich szejków pociągnął za sobą także Krychowiaka (o którego sytuacji nie warto tutaj wspominać, bo wydaje się, że została ona już przeanalizowana na wszystkie możliwe sposoby) i pomimo przeciętnych wyników na krajowym podwórku, zdołał przełamać swoją beznadziejną serię w pojedynkach z Barceloną.

Drużyna Luisa Enrique to jedno z największych rozczarowań tego sezonu, jeżeli spojrzymy na to z perspektywy miłośnika hiszpańskiej piłki, z wyjątkiem środowiska madridismo i kibiców Espanyolu, pewnie cieszących się z takiego stanu rzeczy. Być może problemem jest to, że przyzwyczailiśmy się do dominacji Hiszpanii w Europie, a nawet kilka wpadek traktujemy zbyt poważnie, hiperbolizujemy i podnosimy larum, jak niektórzy po spaleniu Tęczy na warszawskim Placu Zbawiciela. Możliwe, iż po latach samych sukcesów trzeba będzie przestać chodzić z głową w chmurach, zejść na ziemię i dać szansę ekipom z Anglii, Włoch, czy Niemiec. Oczywiście, zaraz oberwę przez to, że rzekomo zapominam o wygranych Bayernu, Chelsea, czy wcześniej United. Chodzi mi tylko o bardzo klarownie zarysowaną przewagę ekip z Półwyspu Iberyjskiego: odkąd Simeone objął Los Colchoneros (w pierwszym sezonie sięgając po Ligę Europy), to wielka trójka z Hiszpanii nadaje ton rywalizacji o LM, a Sevilla rozgrywkom dla drużyn, które jeszcze nie dorosły, bądź na chwilę wypadły z topu Starego Kontynentu. Obecna kampania w niczym nie przypomina poprzednich - do walki o najwyższe cele włączyła się ekipa z Pizjuan pod okiem pozytywnego świra, nastawionego zawsze ofensywnie, a zarazem po prostu świetnego trenera, czyli Sampaoliego. Niemal na sto procent uda się przełamać kolejną barierę, którą dotychczas stanowiła 1/8 finału LM, a w lidze Andaluzyjczycy mogą wciąż marzyć o tytule, jeżeli wytrzymają tempo do końca, to w najgorszym wypadku skończą na trzecim miejscu.

Wracając do meritum. Bramy europejskich rozgrywek zamknęły się nie tylko przed Dumą Katalonii. W LE, która jest często słusznie określana mianem 18-stki z rodziną przy stole: rozkręci się dopiero, gdy do domów udadzą się rodzice, dziadkowie i ciotki, widujące się z Tobą dwa razy w roku (na świętach i ewentualnie stypie), w tym boiskowym przypadku odpadną wszystkie  zespoły pokroju, nic nie umniejszając, ale jednak Krasnodaru, Szachtaru, czy Rostova - swoją drogą, niezbyt świadomie wymieniłem same ekipy ze wschodu. Kompletnie skompromitowała się drużyna Frana Escriby, która w dwumeczu dostała z Romą zasłużone 1-4. Kolejnym na liście odpalonych, jak w rosyjskiej ruletce, jest zespół Ernesto Valverde - Baskowie od początku sezonu mają sporo problemów z utrzymaniem stabilnej formy, Athletic w jednej kolejce jest w stanie postawić się na San Mames najpoważniejszym przeciwnikom ligi, by w następnych seriach gier potracić głupio punkty z beniaminkami, czy ekipami pokroju Granady, która jest w bieżącej kampanii maszynką do dawania łatwych kompletów oczek rywalom. Piłkarze Valverde nie poradzili sobie z Apoelem, czyli zwykłym średniakiem, co zabawne w 2011 roku toczącym wyrównane starcia z Wisłą Kraków. Z racji, że dziś niedziela, warto również wspomnieć o jakichś pozytywach, wedle Dobrej Nowiny.

W minionych tygodniach nie śledziliśmy tylko porażek hiszpańskich ekip - ze swojego zadania wywiązali się bez zarzutu Królewscy i Rojiblancos oraz zespół Eduardo Berizzo. Podopieczni Zidane'a nie cackali się z kadrą Sarriego i pewnie pokonali Włochów na Bernabeu, choć niewykluczone, że po rewanżu będą pluć sobie w brodę, a ich kibicom serce podejdzie do gardła, ze względu na mnóstwo niewykorzystanych okazji na zamknięcie kwestii awansu w stolicy. Stadio San Paolo widziało już nie takie rzeczy. Banda Simeone z kolei nie dało większych szans Bayerowi i może spokojnie czekać na przeciwnika w ćwierćfinale. Wiele wskazuje na to, że obecny sezon jest ostatnim w wykonaniu El Cholo na ławce szkoleniowej Los Colchoneros. Obsesyjna Liga Mistrzów jest jedynym trofeum, na jakie Atletico ma realne szanse - tytuł na krajowym podwórku jest już nie do wygrania, a przygoda w Copa del Rey dobiegła końca na etapie półfinału, gdzie lepsza przy kontrowersjach okazała się właśnie Barcelona.

Znając Argentyńczyka, jego pożegnanie z Calderon nie odbędzie się w następujący sposób: Dziękuję za wszystko, Do widzenia. Simeone do ostatnich dni będzie dążył o jakieś trofeum, nawet pomimo ewidentnego zużycia materiału wśród części z aktualnej kadry Rojiblancos. Diego napisał w Madrycie piękną historię, której idealnym zwieńczeniem, choć wydaje się zbyt wyśnionym, będzie upragniona Liga Mistrzów. Co do poczynań pozostałych przedstawicieli La Ligi można czuć lekkie rozczarowanie, ale jeżeli ktoś mocno nie napalał się przed sezonem, teraz będzie mu znacznie łatwiej. Im mniejsze oczekiwania, napompowany balon, tym ewentualnie mniejsze pęknięcie i zawód. Bardzo możliwe, iż za kilka tygodni moja optyka ulegnie znaczącej korekcie - wystarczy do tego awans Celty i walka obu ekip ze stolicy Hiszpanii na decydującym etapie Champions League. Na razie widzę to tak jak wyżej.

Jeśli wytrwałeś w lekturze do końca, dziękuję.


Źródło: Własne

Tagi: La Liga, liga mistrzów, Publicystyka

Powiązane artykuły
Zobacz także

Komentarze - bądź pierwszy, skomentuj! Obserwuj Dodaj opinię

R E K L A M A
[x]Informujemy, że ta strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z polityką plików cookies. W każdym czasie możesz określić w swojej przeglądarce warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies.